Zmiennik, odcinek 2. Najtrudniej jest odchodzić z miejsc, do których należymy

Dziś będzie krótko, zwięźle, na temat. Temat miał być inny, dotyczący innych zmian. Ze względu na obowiązki w pracy (i trochę przyjemności, nie ukrywajmy) powstałby pewnie za kilka dni – skoro nie dziś, skoro stwierdziłam, że odcinek drugi potrzebuje więcej treści. Ale jest dziś. Inny i o innej zmianie. O decyzji, którą Ana w końcu podjąć musiała. By nie stać w miejscu, nie tkwić jedną nogą w przeszłości, a z drugą bujać w obłokach, że może kiedyś gdzieś coś…

Słowem, a nawet kilkoma: chcę się Wam pochwalić. Podjęłam dziś trudną dla mnie i nieodwołalną decyzję. Zamknęłam dość istotny rozdział w moim życiu – rozdział, który przestałam pisać w maju i to tak naprawdę nie tego, bieżącego roku, a już 2011. Albo i wcześniej. Nie chciałam go kończyć, miałam i mam do niego słabość, bo dał mi naprawdę wiele. Pojawił w w pewien sposób trudnym dla mnie momencie, przynosząc nowe wyzwania, doświadczenia i coś, co uwielbiam: nowe znajomości. Był to rozdział pisany online, a kilka z tych znajomości przeniosło się do świata offline. Ten rozdział dał mi możliwość zdobywania pierwszych doświadczeń w zawodzie, przeżywania emocji najbliżej wydarzeń i jednocześnie poznawania mojej pasji (tej biernej) od kulis.

large

Nie będę ukrywać, że decyzja o rozstaniu z tym miejscem dojrzewała we mnie od dawna. Właściwie nie jestem jej do końca pewna, wciąż tli się we mnie nadzieja, że kiedyś gdzieś w innym miejscu i czasie znów podejmę wątek. Ale czy dla gdzieś kiedyś w innym miejscu i czasie warto być właściwie martwą duszą? Doszłam do wniosku, że nie. Zamykam więc ten rozdział, ale nie paląc za sobą mostów – zawsze przecież mogę zacząć kolejny rozdział tej samej książki. Wrócić do miejsca, z którego teraz odchodzę. Ale odejść muszę teraz, by bez zbędnego bagażu udać się dalej. Dziś zmienić parę rzeczy, a jutro móc wrócić do źródła.  To tak naprawdę bardziej odciążenie psychiczne niż jakiekolwiek inne – bo by móc podjąć zdecydowane kroki w kierunku zmian, trzeba zmienić myśli kłębiące się gdzieś w głowie. Pozbyć tych, które męczą. A mnie mocno męczyła świadomość, że na polu, na którym kiedyś byłam aktywna, czasem nawet bardzo, jest teraz ugór. Że gdzieś po prostu i tylko egzystuję, a powinnam przecież działać. Skoro nie działam, trzeba podjąć tę tzw. męską decyzję. I oto ona. To już jest koniec, przynajmniej na razie.

Skoro więc decyzja podjęta, obwieszczona, pora zająć się priorytetami i pracą nad założonym sobie planem 2-letnim. Do jego końca już coraz bliżej, a do 100% normy – daleko. Mimo więc tego, że jest mi zwyczajnie smutno opuszczać miejsce, które wiele mi dało, i ludzi, którzy dali mi nie mniej, to jestem też szczęśliwa, że w końcu zdecydowałam się na pierwszą poważną zmianę. Pierwszą i nie ostatnią!

  • Pamiętaj nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :) Najtrudniejszy pierwszy krok, ale jakoś damy radę :)

    • ana

      Powiem Ci, że lekko odetchnęłam psychicznie – siedziało we mnie, że od maja jestem bierna w dziale. Teraz wiem, że już nic nie muszę, nic nie powinnam, a obserwować mogę spokojnie :)