Zmiennik, odcinek 1.

Myślałam, myślałam i w końcu wymyśliłam. Zmiennik.  ZmiAny dziennik. Dziennik zmian. Jakiś konkretny  i bieżący, zawsze aktualny temat na zapełnienie Świata zblogowAnego. Ana długo zdecydować się nie mogła: pisać o tym, tamtym czy owamtym. O jej pasjach? O wielkich problemach wielkiego świata, jak przystało na wykształcenie (dziennikarskie. Właściwie to drugie też. Bo ono politologiczne, a magisterka łączyła oba. Właściwie druga magisterka też…;)? O małej ojczyźnie? A może wziąć udział w projekcie denko? Ana to złożony organizm i na jeden temat nigdy się nie zdecyduje. Ale podjęła pewną decyzję, a dzisiejsza wizyta TU upewniła ją jedynie, że to słuszna decyzja.

Ana popadła w pewien marazm i na pewno zobaczyliście go TU. Gdy tworzyła listę, szło jej opornie. I dlatego musiała powiedzieć sobie: STOP! Coś jest nie tak. Jeszcze kilka miesięcy temu było inaczej, jeszcze rok temu nie bałaś się otwierać szafy, a cienie do powiek nie leżały odłogiem. Znajdowałaś czas na czytanie, pisanie, oglądanie meczów, nie miałaś zaległości w bieżących wydarzeniach, lepiej ci się wstawało… Nie prowadziłaś dołujących rozmów o pracy i jeszcze bardziej dołującej egzystencji poza pracą, bo poza pracą nie ma właściwie nic (to trochę skutek braku rozrywek na końcu świata, trochę efekt lenistwa, ale przede wszystkim – przepracowania i wrażenia bezcelowości pewnych aspektów tej pracy ze względu na panującą wokół niej atmosferę. I obecnych w niej ludzi, na których kompletnie nie ma się wpływu). Trzeba więc głośno i wyraźnie powiedzieć sobie – tak, SOBIE: DOSYĆ! Co niniejszym czynię.

O jednym jestem święcie przekonana. Ludzie się nie zmieniają. Jak mantrę pielęgnuję to (i kolejne) zdanie na prywatnym profilu na Facebooku. Jedyne, co się zmienia, to ich doświadczenia. I to one odkrywają, jacy jesteśmy naprawdę. Choćbyśmy przeszli największą i najgłębszą metamorfozę świata, nie zmieni ona nas, tego jacy jesteśmy, jak odczuwamy, jak się zachowujemy. Oczywiście, nabierzemy tzw. ogłady, nauczymy sobie radzić w tych czy innych sytuacjach, nie będziemy powtarzać błędów, ale w środku będziemy tacy sami. Lepsi, gorsi, nieco inni, ale charakter będzie ten sam. W związku z czym Ana zmieniać się nie zamierza. Zmieni tylko swoje otoczenie – by żyło jej się lepiej. A Was, moi drodzy Czytelnicy, biorę na świadków tych zmian. Zapiski w cyklu, który niniejszym otwieram, będą kolejnymi etapami układania Świata zblogowAnego. Nie wiem, czy będzie to dziennik, pamiętnik czy notatnik. Na pewno nie będzie to poradnik. Ani kolejny suchy blog z pięknymi zdaniami o rozwoju osobistym. Kochaniu siebie. Podobaniu się samej sobie. Byciu perfekcyjną panią domu. Bo może nie jestem perfekcyjną panią swoich czterech kątów, ale siebie lubię i staram się pracować nad sobą. Ale… no właśnie, jest kilka „ale”. Nienormowany czas pracy, chroniczne zmęczenie i brak urlopu, zbytnie zamiłowanie do drzemek budzika, zniechęcenie pewnymi zachowaniami i sytuacjami, które przekłada się na inne zajęcia, brak systematyczności w pewnych kwestiach powodowany co najmniej kilkoma z wcześniejszych „ale” i… i koło się nie tylko zamyka. Ale toczy dalej.

Zatem kolejne odcinki Zmiennika będą nie kolejnymi radami, jakich setki można znaleźć w internecie i klasycznych poradnikach, ale zapisem realnych zmagań z rzeczywistością. Przekładaniem dziesiątek usłyszanych i przeczytanych porad na codzienną egzystencję. Testowaniem wskazówek wielu licencjonowanych i samozwańczych coachów. Dostosowywaniem ich do rzeczywistości małej społeczności i duszącego się w dość ograniczonej mentalności wolnego ducha. Szukaniem nie w poradnikach specjalistów (i amatorów) kolejnych wskazówek i odpowiedzi na pytanie, jak znaleźć więcej czasu dla siebie, ale w sobie i Waszych podpowiedziach. Nie tych, jak się zmienić o 180 stopni, nie jak diametralnie odmienić życie. Ja ze swojego jestem względnie zadowolona. Względnie, a więc nie w pełni. Coś przydałoby się zatem zmienić – i dlatego powstaje Zmiennik. By jak księżyc do pełni dążyć do wyznaczonej sobie doskonałości. Do celu, do którego będę z Wami, przy Was i dzięki Wam podążać. Ot, znajdować drogę do małych przyjemności, obchodzić nieprzyjemności i bez niemiłych wrażeń i zdarzeń wypełniać przykre obowiązki. A może nawet znajdować w nich radość. A poza tym poszukiwać metod, jak nie wydawać kasy na głupoty. I zamiast nich kupić np. słownik poprawnej polszczyzny. Jak uporządkować szafę. Kupować mniej i nosić więcej (tak, tak, ostatnio trafiłam na program Goka;). Jak nie poddać się często nieodłącznemu w swojej pracy zmęczeniu. Jak wstawać regularnie i o pół godziny wcześniej. By spokojnie wypić kawę i pójść do pracy spacerkiem. Nie tempem jakim chadzał Korzeniowski. Odgrzebać radość życia, rozwijać nowe pasje i odkurzyć stare, które ze względu na pewne okoliczności stały się gatunkiem wymierającym. Jak żyć bez wrażenia, że coś odkłada się na jutro, jutro na pojutrze, a pojutrze już brak czasu. Bez wrażenia, że coś nam umyka, że inni mają lepiej (wybaczcie, jesteśmy tylko ludźmi i czasem nostalgicznie wzdychamy: „Też bym tak chciała/chciał…”). Żyć swoim życiem tu i teraz, nie wczoraj, nie jutro. Nie zazdroszcząc, nie marząc o pewnych aspektach życia, jakie są już udziałem przyjaciółki czy koleżanki z pracy. Bez żadnych zbędnych „ale”.

Nie uwierzę Wam, że nie miewacie takich uczuć. Wątpliwości. Nie bywacie źli na siebie. Na dni, gdy brak Wam motywacji do działania. Kto jest bez winy w tej kwestii, niech pierwszy rzuci kamieniem. Czekam, przyjmę na klatę ;)

Słowem (OK, kilkoma): ten Zmiennik będzie trudną i mozolną operacją na żywym i topornym organizmie. Mam nadzieję, że pacjent przeżyje, a gapie się nie znudzą. Pozostaje tylko jedno jedyne pytanie: pomożecie?

  • Amisha

    Ano, przeczytałam Twoje poprzednie notki o plusach i minusach prowincji. Temat mi bliski jak cholera (o czym wiesz), ale zabrakło mi powera(u) by coś mądrego od siebie w dodać. Ale dodam, nie bóóój Ty ;). Póki jednak pamiętam piszę to: Śniłaś mi się dzisiaj! Tak, tak! Że wydałaś książkę! Dlaczego Ty i dlaczego książkę… Nie mam pojęcia, ale niezbadane są ścieżki snów. Książka była dość gruba choć sama miała… cienką okładkę! ;) Była taką jakby Twoją… biografią? Nie wiem do końca, gdyż zanim ją „zgłębiłam” zapiał kur… Pozdrawiam zza „konkurencyjnego” biurka ;).

    • ana

      A ja mam u Ciebie zaległości… ale nadrobię, nie bóóóój Ty ;) Za to z tą książką… wiesz chyba o mnie więcej niż ja sama – książka to moje marzenie, prawdopodobnie tylko marzenie, bo choć lubię pisać, to nie mam weny do napisania czegoś z wątkiem na 80 stron. Wiem po magisterkach, maks moich możliwości to było 90 i kilka czcionką 14 (takiej wymagał promotor:)

  • Amisha

    Pomożemy Ano. Jak widzisz – „u mnie” już napisałaś książkę a to wspaniałe, prawda? ;-)

    Zgadzam się z tym, że ludzie się nie zmieniają. Może się zmienić wszystko dookoła nich i mieć to jakiś wpływ na ich życie, ale człek sam w sobie jest jakiś i takim pozostaje. Ale na szczęście może sam sobą sterować. I chyba ta umiejętność sterowania zdaje się być najważniejsza.

    Twoje słowa „Żyć swoim życiem tu i teraz, nie wczoraj, nie jutro” są zaś jakby żywcem wyjęte z filozofii Osho – duchowego guru mojego męża. Ja sama zbyt często żyję tym co wczoraj i co jutro. Zapominam o dzisiaj i bywa to przyczyną frustracji. Na szczęście nie jest to od pewnego czasu zjawisko częste bowiem nasze dzieci bardzo skutecznie potrafią zadbać o poczucie, że najważniejsze jest to co TERAZ ;). Dzieci mają tę cudowną właściwość, że umieją żyć chwilą. I wciągają to wszystkich dookoła siebie.

    Życzę Ci Ano powodzenia w Twoim Zmienniku. Hmmm, Zmiennik to jakby brat Żywotnika a zatem trzymamy się razem.

    • ana

      Dziękuję za życzenia od jakby brata Żywotnika ;) A o dzieciach rozwiązujących wiele problemów (bądź inaczej: tzw. problemów) to ostatnio często słyszę… cóż, tylko dział handlu u nas obficie dziećmi sypie ostatnio, więc to może jest wytłumaczenie ;)

  • Wierszokletka

    Pewnie, że poMOŻEMY! mam nadzieję już w sobotę ;)

    • ana

      Mam zamiar zacząć od szafy. Na stancji. Więc raczej od poniedziałku. Na sobotę mamy więc inny plan :D

  • Sol

    A wiesz, jak tak napisałaś o tym wykształceniu, to mi się przypomniało, że nie napisałam, czemu m. in. jestem ostatnio taka zajęta… ;) Otóż postanowiłam się przebranżowić. Zamiast bazować na polonistyce, uznałam, że zrobię sobie jakiś kurs całkiem innego typu. Koleżanka poleciła mi florystykę, bo sama planowała się zapisać, a gdy się dowiedziałam, że kurs jest sponsorowany prze UE i płaci się tylko za egzamin, który uprawnia do wykonywania zawodu (zawsze myślałam, że to musi być cudowne pracować w kwiaciarni – być otoczonym tymi wszystkimi pięknie pachnącymi kwiatami…), to doszłam do wniosku, że spróbuję. Teraz mam weekendy zajęte. Dziś miałam pierwsze zajęcia praktyczne i udało mi się stworzyć piękny wieniec adwentowy i słodkie bombki z piór… :D Podobają mi się zajęcia… :)

    • ana

      A wiesz, że kiedyś też marzyłam o pracy w kwiaciarni, o zajmowaniu się florystyką? Latem uwielbiam układać bukiety i kto wie – może kiedyś i ja się przebranżowię? Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć: POWODZENIA! I liczyć na to, że kiedyś razem sobie coś poukładamy i potworzymy z kwiatów :)