Jego biegun. I mój trochę też…

Dziś wydaje mi się, że dobrze się stało, iż wrażeń z premiery filmu „Mój biegun” nie spisywałam chwilę po niej. Tydzień po uroczystej premierze i pięć dni po tym, gdy film trafił do kin w całej Polsce, mogę go ocenić bardziej obiektywnie. Mniej entuzjastycznie, niestety.

„Mój biegun” to prawdziwa historia Jana Meli, najmłodszego w historii zdobywcy dwóch biegunów, a zarazem pierwszej niepełnosprawnej osoby, która dokonała takiego wyczynu. Zanim jednak do tego doszło, jego rodzina musiała poradzić sobie z serią tragicznych wydarzeń. Śmierć młodszego syna, a po kliku latach – ciężki wypadek nastoletniego Jaśka. To historia, w której rodzina odnajduje na nowo wiarę i miłość. Historia chłopca, który walcząc o powrót do normalnego życia, odnajduje w sobie siłę charakteru obcą niejednemu dorosłemu. To przepiękna opowieść o ludziach, którzy trwają razem pomimo tragedii i uczą się bolesne wydarzenia przekuwać w zwycięstwo.*

TVN pięknie zapowiada film i choć właściwie po tym opisie można sądzić, że o wyprawie na biegun wiele się z filmu nie dowiemy, to jednak trudno nie odnieść wrażenia, że film kończy się w momencie, gdy powinien się zacząć. Historia znanego zapewne większości z nas Jaśka Meli, jak głosi podtytuł, historia prawdziwa, to tak naprawdę nie jest historia Jaśka.
Widziałam już kilka recenzji i tylko upewniło mnie to, że wcale nie miałam wrażenia, że to nie jest film o Jaśku i jego walce z niepełnosprawnością. To nie wrażenie, to pewność, że ten obraz ma dwóch równorzędnych głównych bohaterów i ukazuje ich wzajemną trudną relację. To nie film o samym Jaśku, ale o nim i jego ojcu, a momentami wręcz tylko o ojcu. Tu wielkie brawa dla odtwórcy roli ojca, Bartłomieja Topy, który spisał się znakomicie i to, moim zdaniem, w najtrudniejszej roli w tej historii. Jak już sugerowałam na Facebooku zaraz po premierze, ciężar roli większy był zapewne u Macieja Musiała, odtwórcy głównej roli – to był jego debiut na wielkim ekranie i w trudnej roli, a na pewno wymagającej fizycznie. Maciek musiał (nie, to nie błąd;) bowiem zagrać chłopca bez ręki i nogi, musiał więc mieć odpowiednio przymocowane do ciała rękę i nogę – nie odcięli mu ich przecież do roli. Gra aktorska wówczas 15-latka nie była zła, ale nie była też dobra. Maciek Musiał spisał się przeciętnie – i może przez recenzentów zachwyconych jego kreacją czułam większą przeciętność niż ta, na którą się przygotowywałam niespecjalnie przepadając za tym młodym aktorem.

Wracając zaś do Bartłomieja Topy – moim zdaniem, skradł pierwszoplanową rolę nastolatkowi. Film miał być o Jaśku, a – jak już wspomniałam wcześniej – momentami miałam wrażenie, że to historia Bogdana. Topa sprawił, że jego postać byłą bardziej wyrazista niż główny bohater, emocjonalnie nieprzerysowana, bo ograniczona scenariuszem, rola mentalnie trudniejsza do zagrania niż rola Musiała. Na ocenę dostateczną zasłużyła zaś Magda Walach, która partnerowała Topie. W roli matki spisała się poprawnie, choć byłą mało widoczna w obrazie. Czy może inaczej: mało wyrazista na tle Topy.

Słowem, film „Mój biegun” dzięki podjętemu wątkowi i kreacjom aktorskim nie jest filmem o Jaśku Meli. Zresztą, już wszelkie materiały dotyczące filmu, m.in. zacytowany powyżej, głoszą, że tak naprawdę to nie jest historia zdobywania bieguna dosłownie i przełamywania barier, walki z samym sobą w dramatycznej sytuacji. To typowa historia o trudnej relacji nie tyle rodzinnej, co na froncie ojciec – syn. Relacji tym trudniejszej, że zaistniałej w trudnych warunkach. Twórcy ewidentnie nie chcieli zrobić z tego melodramatycznej opowiastki o wielkiej tragedii i wyjściu z niej obronną ręką, silniejszym, mocniejszym, twardszym. Nie chcieli, ale poniekąd im się to nie udało. Raz, że zakończyli film w tak naprawdę najistotniejszym momencie (byłam szczerze przekonana, że gros filmu poświęcone będzie przygotowaniom Jaśka do wyprawy na biegun i temu, jak one kształtowały jego charakter), a dwa, że powstał dramat emocji: pełen frustracji, wzajemnych żalów, rozpaczy, nieporozumień, bezsilności, okraszonych wielką rodzinną miłością, która przetrwała wszystko. Śmierć syna i brata (tak naprawdę cała historia do wypadku Jaśka to trauma po śmiertelnym wypadku Piotrka. A i później wątek młodszego chłopca pojawia się często, rodzina raz po raz spotyka się przy grobie chłopca), lata wzajemnych pretensji, w końcu wypadek najstarszego z dzieci.

Niemniej film ze swoja warstwą emocjonalną trafia do widza takiego jak ja. Sama historia jest poruszająca na tyle, że mimo iż jestem twarda, to łezka w oku zakręciła mi się kilkakrotnie. W walce ojca z synem widziałam momentami własną walkę z własnym ojcem. Inne były nasze emocje, inne sytuacje i nie było takich tragedii, jak w rodzinie Melów, ale w tamtych naszych relacjach było coś z relacji ukazanych w „Moim biegunie”: chęć przygotowania przez ojca najstarszego dziecka do samodzielnego życia, stawianie przed nim wyzwań, surowość i determinacja, które może utrudniały wzajemne relacje, ale miały doprowadzić dziecko do tego, by nigdy nie było kaleką. Bo kalectwo to stan umysłu, nie fizyczność, nie brak ręki czy nogi, co wykrzyczał ojciec synowi w filmie.

Podsumowując, czuję niedosyt kreacji głównego bohatera, a przede wszystkim znikomego procenta samego bieguna w filmie. Jednak ostatecznie to nie o zdobywanie bieguna dosłownie w tym filmie chodziło. Nie jest to więc może prawdziwa historia, nie jest na pewno pełna i na pewno nie o tym, czego wielu z nas mogłoby się spodziewać, jednak warto pójść obejrzeć ten obraz. Emocje. Właśnie: nie film,  a emocje. Z cyklu „Prawdziwe historie” (niewiele ich widziałam, więc może nie mam czego polecać) polecam raczej film „Nad życie”. Po którego obejrzeniu zresztą też czułam niedosyt.

* opis pochodzi ze strony filmu w serwisie Filmweb

  • I co ja mam moja droga napisać:) Może zmienię swoję zdanie jak film obejrzę, ale w natłoku obowiązków trudno mi znaleźć czas na film, który obowiązkowy nie jest :D W każdym razie oczywiście pozdrawiam!

    • ana

      Nie mówić, obejrzeć i zachwycić się Topą, jeśli niczym więcej. Na Twoją recenzję czekam najbardziej i poczekam nawet dłuuugo, na razie mam na to czas ;) Na czekanie, oczywiście, bo na wiele więcej – niespecjalnie :)

  • Niestety nie oglądałam, choć o Janku Meli oczywiście słyszałam. Dodatkowym plusem jest Bartłomiej Topa, którego uwielbiam nie tylko jako świetnego aktora ale również jako zapalonego triathlonistę:)

    • ana

      Ooo, tego wątku z jego biografii nie znałam – jako zapalona fanka sportów wszelakich, głównie w formie biernej, daję mu za to dużego plusa :)

      • A mi się start w triathlonie marzy, tym który odbywa się w Suszu :) Znam te tereny bardzo dobrze :)
        Topa jest jednym z ambasadorów triathlonu w Polsce – obok Karolaka, Szyca, Stuhra, Sykut-Jeżyny i jeszcze kilku :)

        • ana

          Trzymam kciuki za spełnienie marzenia! A potem będę trzymam kciuki za pierwsze miejsce :)
          PS: Ja tereny Susza znam tylko z rozmów z oddziałem mojej firmy :)