W cyrku radości życia

Od stycznia 2012 roku zabieram się za napisanie notki o człowieku, który ma niesamowitą moc motywowania. Inspirowania i wyciągania z nawet największych dołów. Dziś tej notki nie napiszę (a właściwie nie skończę, bo szkic wisi w brudnopisie dokładnie od 16 stycznia 2012 r. od godz. 19:47 – przypuszczalnie było to dzień lub dwa po tym, gdy gdzieś w internetach odkryłam ową postać. Na pewno 1-2 wieczory – dłuuugie wieczory – spędziłam na poszukiwaniu informacji i oglądaniu filmów na youtube) – dziś zaproszę Was na film. Krótkometrażowy, ale wart poświęcenia tych zaledwie dwudziestu minut.

http://1.fwcdn.pl/po/23/42/542342/7292037.3.jpgFilm, o którym mówię, to „Cyrk Motyli”. Krótka historia, ale o jakże ważnym aspekcie życia ludzkiego: samoakceptacji i poczuciu własnej wartości.  Film pozwala nam zapoznać się z grupą ludzi o najróżniejszych talentach – trupą Cyrku Motyli. Grupę cyrkowców prowadzi Pan Mendez. Podróżuje z nimi po Ameryce lat 30. XX wieku, dając ludziom odrobinę radości. A trzeba wiedzieć, że nie wszystkie ówczesne cyrki takie są. Taki nie jest cyrk, który Pan Mendez odwiedza ze swoimi podopiecznymi.  W tym cyrku jedną z „atrakcji” był Will. Jedną z, bo znalazł się obok kobiety z brodą i bliźniaczek syjamskich. Jednak to właśnie Will w swojej trupie jest dziwadłem, wybrykiem natury. Cyrkowy konferansjer przedstawia go jako człowieka, od którego odwrócił się nawet sam Bóg. Bo Will jest pozbawiony wszystkich kończyn. Po spotkaniu z Panem Mendezem ucieka jednak ze swojego cyrku i dołącza do motylej trupy. Tam zaczyna uczyć się zmagania ze swoimi słabościami, czerpania radości z życia i wiary w siebie. Bo im cięższa jest walka, tym większe zwycięstwo.

Przyznam szczerze, myślałam, że film zrobi na mnie dużo większe wrażenie. Być może zrobił mniejsze dlatego, że już poznałam odtwórcę roli Willa – Nicka Vujicicia. To właśnie o nim pisałam na początku tej notki. To o nim obejrzałam mnóstwo materiałów i to z jego kilku(nastoma) wystąpieniami lub ich fragmentami się zapoznałam. Mówił do mniejszych lub większych grup ludzi, różnych ras, religii, przekonań, w najróżniejszych zakątkach świata (chociaż większość filmów jest chyba ze Stanów), ale miałam wrażenie, jakby mówił do każdego z osobna. Niesamowita charyzma! A jeszcze bardziej niesamowity życiorys. Przy którym niemal wszystkie inne bledną. A już na pewno bledną nasze ponoć wielkie problemy.

Dlaczego przypomniałam sobie o nim teraz? W rozmowach w pracy ostatnio poruszaliśmy przygnębiające tematy, a i sama przechodzę nie najlepsze chwile. I w tych tematach okazało się, że Nicka zna również kolega z pracy. Przypomniał mi, że już dawno miałam obejrzeć „Cyrk Motyli”. I że będąc w dołku, zapomniałam, że ponad 1,5 roku temu znalazłam kogoś, kto nie mając kończyn, zawsze w takich kiepskich chwilach podaje mi rękę i wyciąga na powierzchnię. Włączyłam więc „Cyrk Motyli”, a po nim – przypomniałam sobie chociażby to (jeśli nie znacie angielskiego, poszukajcie z polskimi napisami, jednak ja polecam oglądanie w oryginale. Sama, mimo moich braków w angielszczyźnie, nie miałam większych problemów ze zrozumieniem tego, co Nick chciał przekazać):

Jeżeli obejrzeliście choć kilka minut, chyba nie muszę już niczego dodawać. Gdy chciałam napisać o Nicku zaraz po tym, jak tylko go poznałam, w polskim internecie niewiele można było o nim znaleźć. Ale to właśnie bodajże jeden jedyny filmik o Nicku krążący po polskiej sieci sprawił, że nie poprzestałam na nim, a z każdym kolejnym chciałam więcej. Choć mój angielski woła o pomstę do nieba, przetrząsnęłam kilkadziesiąt filmów na youtube i kilkanaście angielskojęzycznych publikacji, w tym stronę organizacji Life Without Limbs. W swoim brudnopisie sprzed ponad półtora roku napisałam zdanie: „Skoro więc swoją stronę na polskiej ‚wiki’ ma nawet Justin Bieber, nie sądziłam, że zabraknie tam choćby dwóch zdań o kimś takim jak Vujicic…” – a jednak wtedy zabrakło. Dziś już możemy znaleźć o nim naprawdę wiele materiałów w języku polskim, przetłumaczona została również jego książka „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!” (MUSZĘ ją PRZECZYTAĆ, MUSZĘ ją mieć NA WŁASNOŚĆ! A gdy będzie okazja uściskać Nicka, bo może ktoś wpadnie na pomysł, by go zaprosić – nie wiem, na Narodowy? – do Polski, wezmę auograf z jego kurczęcego udka! Wezmę!), nie będę więc dodawać zbyt wiele od siebie. Mogę Wam tylko zarekomendować poznanie Nicka – naprawdę warto. Pokaże Wam inne spojrzenie na świat i życie. I nieważne, czy wierzycie, czy nie – jeśli mądrze wybraliście ateizm, agnostycyzm, ignostycyzm czy jakąkolwiek wiarę, zrozumiecie to, co trzeba. Bo wszyscy powinniśmy przedstawiać się, jak on:

 Nazywam się Nick Vujicic. Uwielbiam podróżować dookoła świata, łowić ryby, grać w golfa i pływać. Kocham żyć. Jestem szczęśliwy.

Bez rąk, bez nóg (a czy to widać?), bez ograniczeń. Nick Vujicic - człowiek kompletny i szczęśliwy (źródło fot.: http://www.lifewithoutlimbs.org/about-nick/)
Nick Vujicic (źródło fot.: http://www.lifewithoutlimbs.org/about-nick/, styczeń 2012)

PS: I się rozpisałam, a miało być tylko o „Cyrku Motyli” :)