Język polski jest Ą-Ę

Nie bylabym soba, gdybym zapomniala o dzisiejszym swiecie. A nawet gdyby, przypomnialby mi o nim wszedobylskie i nieustannie informujace media. I tak, dobrze widzicie. Nie ma polskich znakow. Kiepsko to wyglada, jeszcze gorzej czyta, prawda? A jak trudno sie pisze (a jak boli moja dusze!). Dlatego od kolejnego zdania wracam do pieknego, wspanialego pisanego jezyka polskiego. Bo język polski jest Ą-Ę! Szkoda, że tylko dziś…

Dlaczego o Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego piszę „święto”? Patrząc na to, co w tym dniu dzieje się w polskich mediach (nie mam telewizora, zamiast radia włączam muzykę na Youtube, więc może powinnam napisać: w polskim internecie. Ale napiszę: mediach, bo zapewne w pozostałych też nie brakuje informacji o akcji „Język polski jest Ą-Ę„), inaczej niż świętem lasu nie można tego nazwać. Na jeden jedyny dzień w roku wszyscy przypomnieli sobie, że, o!, przecież język polski jest wyjątkowy! Te cudne ogonki, kreseczki, kropeczki (dla bardziej wtajemniczonych: znaki diakrytyczne) są tak cudowne! A jak potrzebne! Ale dlaczego już jutro nikt nie będzie o tym pamiętał?

Przyznam bez bicia, że, niestety, sama znalazła(by)m się w grupie tych 67% respondentów, którzy wysyłają SMS-y bez polskich znaków. Kiedyś pisałam SMS-y z polskimi znakami – przestałam, bo pisałam dużo, często i długie, a polskie znaki zabierały nie tyle więcej czasu na wystukanie ich na klawiaturze, co więcej miejsca, a więc i kosztowały więcej w niż transgraniczna łacina. Młode dziewczę nie wyrabiało się z kasą i musiało z czegoś zrezygnować. Z bólem serca zrezygnowało z polszczyzny. Na szczęście, coraz mniejszą mam ochotę na „drukowanie” krótkich wiadomości tekstowych (w pewnym momencie uznałam to za przejaw starzenia się;). Tak czy siak, aktualnie zdecydowanie wolę zadzwonić niż pisać. Pisać za to lubię i mogę w sieci. Prywatne wiadomości na Facebooku. Albo maile. Ale tam już nie znajdziecie brakujących ogonków czy kreseczek – oj, żmudne śledztwo by Was czekało :) Nie powiem, że nigdy i nigdzie mi się nie zdarzyło czy nie zdarzy, bo mylić się jest rzeczą ludzką i pewnie nawet w mailach czytanych po dwa razy przed wysłaniem znajdzie się jakieś niedociągnięcie. Ale jeśli się zdarzy, to z reguły z braku czasu, z pisania w biegu, gdy z rozpędu nie wbije się literka łącznie z ALT-em. Niemniej nawet gdy się nie wbije, często widać, że chciałam napisać polskimi literami – a to następna literka ma zbędny ogonek lub kreseczkę, a to jej w ogóle nie ma, bo z kropeczką nie istnieje, a to wbije się znak specjalny. U większości zagorzałych bezogonkowców tego nie ujrzycie.

Zbyt mocno jednak kocham język polski, by gdziekolwiek poza telefonem nie starać się pisać, korzystając z dobrodziejstwa całego polskiego alfabetu. Oczywiście, z moim uwielbieniem  dla ojczystego i SMS-y powinnam pisać ze znakami diakrytycznymi, ale technika (i już też lenistwo – przyznaję, przyznaję i znów bez bicia) i cenniki nie są tu przychylne. Za to sieć jest jak ręczne notatki – długopisem czy z klawiatury pisze się na tyle wygodnie, że tu żadnego usprawiedliwienia dla kogokolwiek nie widzę. Nieużywanie polskich znaków diakrytycznych to zwyczajne i śmierdzące lenistwo. A, niestety, z pisownią leniwców spotykamy się nagminnie. I najsmutniejsze jest to, że im wszystkim jest wszystko jedno, czy napiszą tekst z ogonkami, czy bez. Im młodsi, tym bardziej im wszystko jedno. I jeszcze potrafią się oburzyć, gdy grzecznie zwróci im się uwagę… Często ci sami, którzy dziś zachwycają się już dość starym (no przecież już ponaddwuletnim!;) kawałkiem Łony:

Założymy się, że jutro o ą, ę oraz pozostałych ć, ł, ń, ó, ś, ź, ż zapomną ci najgorliwiej dziś udostępniający i Łonę, i wszelkie grafiki z ą-ę, i www.językpolskijestąę.pl? A przecież jest różnica, czy się robi łaskę czy laske.

PS: Widzicie, co ten Enej robi z człowiekiem? Przywraca na łono Świata zblogowAnego w try miga! Przynajmniej w porównaniu z wcześniejszą częstotliwością pojawiania się w nim ;)