Świat zblogowAny w noworocznym planie

Obiecywałam nowy wpis jeszcze przed „wschodnimi” świętami Bożego Narodzenia. Nie do końca zgłębiłam tajniki prawosławnych i innych wschodnich obrządków, ale chyba zdążyłam – w końcu do północy wciąż jeszcze trwa Soczelnik.

Nie będę się rozmieniać na drobne i po świąteczne życzenia odeślę do poprzedniej notki, bo bez względu na religię, wiarę lub jej brak wszystkim jednakowo, zawsze i wszędzie życzę Wesołych Świąt!

A skoro już formalności mamy za sobą, pora na kilka słów noworocznego objawienia (o, jak to się ładnie złożyło: u jednych Wigilia, u innych Trzech Króli – czyli święto Objawienia właśnie;). Nie będę pisać wiele, bo dziś chyba piszę, by… pisać. Bo nie zebrałam jeszcze moich wszystkich noworocznych postanowień, o których miała być ta notka. Bo nie chcę dziś podejmować żadnych wielkich tematów ani komentować wyboru Sportowca Roku czy tego, jak niewiele Kamilowi zabrakło do podium Turnieju Czterech Skoczni. Oj,  tylko od 1 stycznia zebrałoby się kilka ładnych wpisów! I to kilka bardzo różnych tematycznie. I… to jest właśnie problem mojego bloga. Z jednej strony, chciałabym pchnąć go na jakieś konkretne tory. Chciałabym, by miał jakiś motyw przewodni, temat główny, szlak, z którego zbaczałabym sporadycznie. Są przecież blogi sportowe, modowe, kosmetyczne, publicystyczne, lifestylowe czy o mediach – ja też chciałabym móc zakwalifikować swój Świat do jakieś kategorii. Bo gdy zaglądam w napoczęte szkice, widzę totalny miszmasz. Ale z drugiej strony… to jest właśnie druga strona medalu. Już taki jest mój świat. Jest w nim trochę tego, trochę tamtego i jeszcze odrobina owego. Jest ze mną tak, jak to kiedyś ktoś gdzieś na studiach powiedział mi o dziennikarzach – że powinni wiedzieć wszystko o czymś i coś o wszystkim. Ale czy można wiedzieć wszystko, nawet o czymś tylko jednym?

Słowem: w nowym roku powinnam wprowadzić tu nowe porządki, ale w Świecie zblogowAnym, przynajmniej tematycznie, na razie wiele się nie zmieni. Nadal będę pisywać o sporcie, nadal nieco o innych bieżących, interesujących mnie kwestiach. Na pewno poczytacie, co i kto mnie inspiruje, co czytuję, oglądam i czego słucham. To, co mnie denerwuje, irytuje, śmieszy – również gdzieś tu znajdzie swoje miejsce. Może zaserwuję Wam też parę przepisów? Choć prędzej będą to desery niż dania główne. Czyli nadal będzie miszmasz, ale – miejmy nadzieję – tym razem już kontrolowany. Jak mi ta kontrola wyjdzie, zobaczymy za kilka, może kilkanaście dni.

Ale czekajcie, okłamałam Was. Bo oto jest! Pierwsze konkretne postanowienie noworoczne: uporządkować ten mój blogowy Świat. I drugie: bywać w nim częściej niż w poprzednim roku. Mimo że czasu mam tak samo mało jak w drugiej połowie 2012. Czyli mamy nawet wyzwanie. Kolejne być może wkrótce. O ile nie będą ściśle tajne ;)

Tak czy siak, szykują się zmiany. Może nie poważne, może zaledwie kosmetyczne, ale oby na lepsze. A może… jakieś sugestie? :)

  • Kokosowa

    A ja tam lubię ten Twój misz-maszowy charakter. Bo to cała Ty, a można tu powiedzieć Jaki/a pan/i taki blog :) Jestem jak najbardziej za przepisami, obojętnie na co :D

    • ana

      Czekoladowo-kokosowe muffinki? :)

      • Kokosowa

        o taaaak! Pychotka :P

  • Mateusz

    Ja wiem, który to prof. powiedział, że trzeba dziennikarz musi wiedzieć wszystko :D Nie ważne jednak ile wiesz, tylko masz się z tym co wiesz:P dzielić z nami :)

    • ana

      Ja to właściwie od koleżanki z roku usłyszałam, a który prof. mógł to powiedzieć… czyżbyś miał na myśli pana A.? :) A dzielić się zamierzam, ale praca mi ostatnio nie pozwala – chyba za dobrze wie, że chcę poświęcać czas nie tylko jej.

  • Sol

    Ja muszę się przyznać, że o prawosławnych świętach niewiele wiem, a nawet jestem ciekawa, jak wyglądają… Może kiedyś zobaczę to jakoś na żywo…
    Pozdrawiam
    Sol
    PS. Dzięki za życzenia świąteczne. Nie odpisałam, bo chorowałam i nie miałam siły na blogowanie i komentowanie… ;)

    • ana

      Ja wiem tyle, ile widziałam w TVP Białystok ;) Więcej chyba nasłuchałam się od koleżanek o ślubach w cerkwi i te wydają mi się piękne – o tak, chciałabym kiedyś taki ślub zobaczyć na żywo!
      PS: Doskonale rozumiem, choć moją chorobą zabierającą siły na blogowanie i komentowanie jest na razie praca. Na szczęście lekarzy odwiedzam raz na ruski rok, może tylko trochę częściej jestem jedynie „pociągająca” ;) W każdym razie – czy już w pełni zdrowa, czy jeszcze lekko czujesz chorobę: zdrówka Sol!

  • Sol

    Odnośnie naszej sesji z podróży poślubnej:

    Tak, wszystkie fotki robili rodzice Rafała, naszymi aparatami, których nie umieli obsługiwać, a w dodatku owe aparaty są masakrycznie badziewne, bo robią fotki mniej więcej takiej samej jakości jak przeciętny telefon… ;)
    No ale cieszymy się, że tak bardzo tego nie widać i zdjęcia się podobają… ;)
    Pozdrawiamy i dzięki wielkie za komentarz! :)

    A odnośnie tamtu: ja planuję porządki i zmiany w swoim starym blogu, ale jakoś się do nich przymusić nie mogę… ;)