Przedpasterkowych refleksji kilka

W ten Wigilijny późny wieczór siadłam i zablogowałam… Cóż, skoro i tak wykorzystuję te ostatnie godziny przed pasterką na małą lustrację ubiegłego roku, wykorzystam je i na triumfalny (tak sobie mówię;) powrót na łono tegoż tu Świata. Choć miałam trzymać się raczej z daleka od tej zdobyczy cywilizacji, jaką jest internet. 

Oto jestem i uroczyście postanawiam (jesteście świadkami!) pisywać częściej, gęściej, miejmy nadzieję, że też ciekawiej. Pora na reanimację! Dziś tylko krótko, refleksyjnie, bez tłumaczenia. A potem już na nowo, z nową siłą i zapałem. Hmm… chyba trzeba będzie zrobić wielkie ponowne otwarcie. Macie dla mnie jakieś rady z tej okazji? :)

Wracając do dnia dzisiejszego, jutrzejszego i kolejnego. Czytałam już o niechęci do świąt, czytałam i o wielkiej radości ze świąt. Ja chyba jestem gdzieś pośrodku: wraz z wiekiem  święta zgubiły gdzieś nieco swej magii, ale wciąż mnie cieszą. Lubię je.
Lubię w nie obeżreć się jak dziki bąk, jak to zwykła mawiać moja koleżanka ze studiów.
Lubię przed nimi ubrać choinkę, choćby malutką, tylko w lampki i pięć bombek. I czubek, choć pewnie gdybym miała w pokoju większe drzewko, sama bym się na niego nadała ;)
Uwielbiam piec świąteczne ciasta i ciasteczka (nieco ponad godzinkę temu, niedługo po kolacji wigilijnej, moje piernikowe muffiny z pomocą moją i czekolady ubrały się na biało – jak tak dalej pójdzie, przynajmniej one zapewnią białe święta).
Uwielbiam atmosferę i kolędy.
Kolację wigilijną i pasterkę.
Kocham moją prowincję i mam nadzieję nigdy w życiu nie spędzać Bożego Narodzenia w wielkim bądź nawet tylko trochę większym mieście. Tu nie ma festiwalu świątecznie przystrojonych sklepów i galerii, tłumów podążających wężykiem od witryny do witryny. Tu nie ma wojny na świątecznie przystrojone okna, balkony i ogródki. W moim domu zaś nigdy nie było wielkiego szału na wielkie sprzątanie i paranoi prezentowej. Od dawna też spędzamy je w kameralnym rodzinnym gronie bez zbędnych ceregieli i sztuczności, bo ciotka czy wujek się obrazi, że nie zostali zaproszeni na święta.

Kurczę, jak to fajnie jest na moim odludziu w święta! Jest cicho, spokojnie, biało (jeszcze!), wyjątkowo. Tu czuje się, że to jest taki dzień jeden w roku i noc jedyna w roku. Mimo wielu moich wątpliwości i zastrzeżeń do możliwości, jakie daje mi urodzenie i wychowanie w tym zakątku Polski, w tym jednym, jedynym czasie nie chcę być nigdzie indziej. I tego Wam dziś życzę: byście w tym wyjątkowym czasie też mieli takie swoje magiczne miejsce, w którym niby tak zwyczajnie, a tak cudownie możecie spotkać się w gronie najbliższych – nieważne, czy to rodzina, czy przyjaciele. 

Słowem: Wesołych Świąt! Z zarośniętego chwastami, ale na szczęście zasypanego śniegiem (u mnie temperatura na plusie, więc to już niedługo – niedługo trzeba będzie się brać się za jakiś sierp czy inną kosę i robić porządek;), Świata ZblogowAnego śle Wam Ana :)

Piotr Brichacek, Choinka, źródło: Wikimedia Commons

  • Mateusz

    Życzenia świąteczne był już złożone :) Więc teraz wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, aby postów było dużo i było co czytać i komentować!

    • Amisha

      Droga Ano. Dopiero – powoli, drobnymi kroczkami nadrabiam swoje „straty” blogowe. Myślę, że szybko wszystkiego nie nadrobię, ale… Miło, że wróciłaś na łono bloga! Dodaję ten komentarz tylko dlatego, że… jestem w pracy i Twój blog nie jest na blobspocie. Nie mogę tu otworzyć ani swojego ani cudzych blogów na bloggerze. Mogę napisać nowy post i opublikować i czytać blogi w czytniku google. Reszta jakaś poszyfrowana ;)… Nie wiem co to, ale wina w zabezpieczeniach sieciowych. W domu nie otwieram komputera… Brak czasu i sił. Mam chorą mamę w szpitalu, wiele na głowie, zmęczenie… Twoje święta w zasadzie podobne do moich – na uboczu, na prowincji, daleko od zgiełku świata. Były, minęły. Pozdrawiam serdecznie!

      • ana

        Dziękuję za odwiedziny! Cieszyłam się, że z nowym rokiem wrócę na łono bloga, ponadrabiam swoje straty blogowe, ale przedwcześnie – ten styczeń jest straszny, brakuje mi czasu albo sił na wszystko… Może luty będzie pomyślniejszy i… oby do wiosny! :)

        PS: Nasze prace mają ze sobą chyba więcej wspólnego niż mi się wydaje – ja też już nie mogę zajrzeć na blogspoty, ale… wybrane.