Biotherm - fot. z materiałów reklamowych

Zapach snu…

Ostatni wpis poczyniłam niemal na początku Euro. Fotki do kolejnej notki zrobiłam 10 dni później. Praca i od razu wsparcie imprezy ze Światowy w nazwie, a do tego chęć obejrzenia choć fragmentów paru meczów mistrzostw Europy i (dużo bardziej udanych) Ligi Światowej sprawiły, że po powrocie do domu miałam czas zjeść, obejrzeć jakieś informacje, kawałek meczu i spać. Euro się skończyło, LŚ dobiega końca, impreza organizowana niemal wyłącznie przez mego pracodawcę (choć organizatorów i partnerów organizacyjnych wypisanych było jeszcze 3) z hukiem (deszczem, wiatrem i takimi tam) odbyła się, pora więc zadbać o Świat zblogowAny. Witajcie zatem ponownie :)

* * *

Zastanawiałam się, z jakim wpisem powrócić. Na fejsie wspomniałam, że napiszę o imprezie, przy której pracować miałam okazję. Skoro fotki do nowego wpisu czekają już dwa tygodnie, co stoi na przeszkodzi, by poczekały jeszcze parę godzin? Ale… w czasie, gdy wskakiwałam na parę minut na fejsa, zahaczyłam o jakieś konkursy. Zajrzałam na tę czy tamtą stronkę, odpowiedziałam na maila z programu trendsetterskiego i od ubiegłego czwartku (środy czy piątku) listonosz i kurier odwiedzali mnie (tzn. moją mamę, bo ja w tym czasie ślęczałam nad jakimś tekstem parę km od domu) niemal codziennie. Czemu nie miałam tyle szczęścia w kumulacji w Lotto?! :P Może dlatego, że ta zależy wyłącznie od szczęścia, a ja wolę kreatywne konkursy? Nawet jeśli ogranicza mnie w nich liczba znaków przeciętnego SMS-a. Ale do rzeczy: uznałam, że opis imprezy, choć już tydzień po niej, zostawię jako przerywnik między kolejnymi notkami do działu „Świat na Szpilkach”. Pora więc na wpis zgoła inny niż pamiętny sposób na przewietrzenie magazynu.

* * *

Dawno, dawno temu, bo pod koniec marca, wzięłam udział w konkursie. Zapomniałam o nim. Przypomniał mi mail z 5 kwietnia. Taki zajączek wielkanocny:

Gratulujemy wygranej w konkursie Biotherm. Zapraszamy do przetestowania nowego produktu – Biotherm AQUASOURCE NUIT.

Konkurs kończył się 20.04.2012, a na wysyłkę nagród organizator przewidział 30 dni roboczych. Zapominając chyba, że do 15 maja określił czas na testowanie i wyrażanie swojej opinii. Opinii, która miała szansę na kolejne wyróżnienie. Cóż z tego! 14 maja, pozwolę sobie zacytować, otrzymałam maila:

Witaj,
To już ostatnie dni gdy po przetestowaniu mini-produktu możesz ponownie zalogować się do aplikacji Biotherm na FB i wypełniając quiz oraz odpowiadając na pytanie konkursowe, wygrać jeden z produktów Aquasource do pielęgnacji twarzy.
Czekamy na Ciebie!

Pozdrawiamy, Zespół Biotherm

Niespodzianka dołączona do próbek Aquasource Nuit - miniprodukty Aquatrio
Niespodzianka dołączona do próbek Aquasource Nuit – miniprodukty Aquatrio

Posłałam więc gołębia z mailem, że testować nie mogę, bo produkt nie dotarł, a wcześniej kilkakrotnie, chyba niemal bez odzewu, a na pewno konkretów, dopytywałam się szczegółów na fejsbugowej tablicy. Ale oto nadeszła odpowiedź kilka dni później. Mniej więcej w okresie, gdy próbki dotarły. Że problemy logistyczne, że przedłużono składanie opinii do 6 czerwca. Nie wyrobiłam się. I nie mogłam. Bo chcąc uzyskać jakąkolwiek informację, co się dzieje, na tzw. chybił trafił wypełniłam formularz na fb, a w miejscu na opinię zaapelowałam o jakąkolwiek reakcję. Swoją drogą, Biotherm to marka dystrybuowana przez L’Oreala. Jak Maybelline, z którą miałam do czynienia wcześniej i wiem, jakie są problemy z terminowością przesyłek. Niemniej w przypadku Biotherm AQUASOURCE NUIT warto było czekać i się upominać. Zwłaszcza że dostałam nie tylko 15 ml próbek, ale i niespodziankę – zestaw miniproduktów Aquatrio. Ich nie miałam jeszcze okazji przetestować (ach, ten mój minimalizm kosmetyczny;), ale AQUASOURCE NUIT i owszem. I jestem z niego zadowolona. Chyba nawet bardziej niż zadowolona.

Kilka z 15 sztuk (każda po 1 ml) próbek Aquasource Nuit
Kilka z 15 sztuk (każda po 1 ml) próbek Aquasource Nuit

Pora więc na właściwą część wpisu.

Aquasource Nuit – to innowacyjna i unikatowa formuła przeistaczająca się z żelowej konsystencji w delikatny balsam pielęgnujący skórę nocą. Biotherm pragnąc sprawić, aby aplikacja produktu była dla Klienta wyjątkowo zmysłowym i przyjemnym doznaniem, zaimplementowało unikatową technologię mikro-kropelek od 10 do 20 razy mniejszych niż te w klasycznych formułach pielęgnacyjnych dla jeszcze większej i wydajniejszej absorpcji wody.

Dzięki temu Aquasource Nuit ze swoją lekką, nieklejąca się oraz nie zostawiającą tłustego filmu i nie powodującą świecenia konsystencją żelu dogłębnie nawilża oraz odżywia powierzchnie skóry, aż po jej najgłębsze warstwy

– czytamy sobie na stronie marki Biotherm (i w PDF-ie, który dostałam wraz z gratulacjami, iż szczęśliwie będę testować). Odhaczmy zatem, co miało być, a co było:

1) żelowa konsystencja – coś wspaniałego! Pokochałam tę formułę od pierwszego użycia. Bo jest to:

2) lekka, nieklejąca się oraz nie zostawiająca tłustego filmu i nie powodująca świecenia – jak najbardziej. Ładnie się rozprowadza i szybciutko się wchłania;

3) dogłębnie nawilża oraz odżywia powierzchnię skóry – muszę przyznać, że zdecydowanie poprawił mi się wygląd skóry, była odżywiona, gładsza, miękka i bardziej elastyczna – cud, miód i orzeszki, słowem: jak nigdy dotąd. Budzenie się rano było czystą przyjemnością, bo cera wciąż była ładnie nawilżona. A po takiej nocy dzienny makijaż też leżał lepiej;

4) miało pachnieć snem, czyli ożywczymi akcentami cytryny, grejpfruta i mandarynki, kojącymi nutami wątków morelowych, jaśminowych i cyklamenowych mieszających się z akordami piżmowymi – nie wiem, czy te wszystkie nuty głowy, serca i tła tam były, ale zapach był zdecydowanie przyjemnyświeży, ożywczy, relaksujący, odprężający, rześki – i tak mogłabym mnożyć synonimy ;)

 No, ale my tu gadu-gadu, a to już najwyższa pora na konkrety.

Cena: w Douglasie to wydatek ok. 175 zł za 50 ml – na mój skromny budżet to dużo. Ale jak już będę sławna i bogata, to będzie to podstawowy kosmetyk na mojej półce. Albo i jedyny, bo mojej cerze , która jak ja jest minimalistką w użyciu kosmetyków, wiele nie trzeba :)

Ocena w skali 1-6: 5, może nawet 5+. Być może jestem mało obiektywna – działanie zrobiło na mnie tak wielkie wrażenie, jak cena. Ale do tej pory nie stosowałam kosmetyków na noc – może więc są inne, lepsze?

PS: Nie wierzę, że napisałam tak masakrycznie pochwalny pean :P