Piękny (i zasłużony) widok: Polacy zwycięzcami Ligi Światowej 2012

Tak oto tworzy się historia!

Zanim temat się przeterminuje i wszyscy się o nim wypowiedzą, to i ja naskrobię parę zdań o dzisiejszym wydarzeniu. Ot tak, ku wiedzy potomnych. Albo ku pamięci mojej sklerozy ;) Bo oto na naszych oczach dzieje się historia. Dzieje się, tworzy, a właściwie: oby się dopiero zaczynała. I oby z happy endem w Londynie. Choć i tak jest to już  historia większa niż piłkarskie Euro w Polsce.

To, co sama chciałabym napisać, ujął właściwie w pełni jeden z moich ulubionych dziennikarzy sportowych na swoim blogu. Faktycznie, cztery lata temu Amerykanie przynajmniej częściowo odebrali Brazylijczykom panowanie w świecie siatkówki, zdobywając złoto Ligi Światowej, a za chwilę to najcenniejsze: olimpijskie. Nadgryźli potęgę wielkiej Brazylii, choć ta i tak trzymała się nieźle. Do czasu. Aż w 2012 roku pokąsali ich przede wszystkim Polacy. O ile dobrze policzyłam, jeśli Brazylia dotąd nie wierzyła w przesądy i tym podobne zabobony, teraz może zacząć wierzyć – wszak sytuacja jak tegoroczna zdarzyła im się ostatni raz dokładnie 13 lat temu.

Na razie cieszymy się z czegoś, czego jeszcze parę lat temu byśmy się nie spodziewali. Polacy po raz pierwszy w historii wygrali turniej Ligi Światowej. Jak wspominałam na fejsbukowej tablicy, też muszą lubić nieparzyste liczby ;) Rok temu zapisali się w historii z pierwszym podium LŚ i trzecim na nim miejscem. W tym roku wybrali inny stopień podium, acz też nieparzysty, wprawiając kraj nad Wisłą w prawdziwą euforię. W sumie to już kolejną – od pewnego czasu nie schodzą z podium najważniejszych imprez siatkarskich. Mnie również wprawili w euforię, choć ja nie wpadam w hurraoptymizm. Jeszcze z nim poczekam. Wystarczy, że w mediach i zapewne wśród polityków od jutrzejszego ranka zacznie się euforyczna szopka. Oby nie zdekoncentrowała nam chłopaków, bo przed sobą mają cel najważniejszy nie tylko w sezonie, ale i w karierze każdego sportowca: igrzyska olimpijskie. Wierzę, że zakończą się dla biało-czerwonych tak, jak cztery lata temu dla Amerykanów. Ciśnie mi się optymistycznie retoryczne pytanie: „Bo jak nie teraz, to kiedy?”, ale studzi mnie przypomnienie wpisu sprzed meczu finałowego Pucharu Świata. A ten dał mi odpowiedź: jeszcze nie teraz. 

Piękny (i zasłużony) widok: Polacy zwycięzcami Ligi Światowej 2012
Piękny (i zasłużony) obrazek: Polacy zwycięzcami Ligi Światowej 2012! (fot. FIVB)

Niemniej od tamtego czasu nasza reprezentacja poczyniła progres, a ostatnia Liga Światowa ewidentnie musiała wzmocnić ją mentalnie. Bo o ile parę miesięcy temu, po finale PŚ, pisałam, że przegrana to skutek problemów natury psychicznej, o tyle ostatnie zwycięstwa nad Brazylią i wygrana LŚ nie mogły nie zbudować w Orłach Anastasiego mentalności zwycięzców. W Sofii widziałam to, czego zabrakło mi pod koniec ubiegłego roku w Japonii: wykończenia. Polacy już umieją dobijać już nie tylko ledwo zipiących rywali.

Ten turniej był naprawdę piękny w ich wykonaniu i zakończyli go pojedynkiem godnym prawdziwych czempionów. Oby nie spoczęli na laurach (a o to nie trudno – granica między wartościową pewnością siebie a zgubną zarozumiałością jest nadzwyczaj cieniutka) i przywieźli nam z Londynu medale. Mają wszystko, by zgarnąć te najcenniejsze. Tylko dajmy im spokojnie na nie pracować (ech, marzenie ściętej głowy – zapewne odwiedzą wszelkie Dzień dobry te fał enyCo z tymi Lisami i inne Kropki nad i)…

Ale skoro biało-czerwoni w Sofii wypadli świetnie, a apogeum formy szykuje się na najważniejszą imprezę sezonu, to chyba nie mamy się czego obawiać?

PS: To taki szybki spis myśli nieuczesanych w chwilę po ceremonii dekoracji naszych Orłów. Inny temat tak szybko nie straci na ważności, więc poczeka sobie w szkicowniku ;)

  • Ja tylko tak na szybko- oglądałam cały turniej :-) A podczas wczorajszego finału to nawet moja Mama, która ogólnie za żadną piłką nie szaleje ale jak na patriotkę przystało- kibicowała naszym :-) Oczarowana byłam grą biało- czerwonych. Buło widać, że są skuteczniejsi, bardziej celni i zdeterminowani. Ogółem- pierwszy set był ich, w drugim trochę się Amerykanie zebrali w sobie ale trzeci- majstersztyk :-)
    A na :koronacji” rozbroił mnie Ignaczak- paparazzi :-D
    Co do ich kolejnego celu- myślę, że siatkarze mają poukładane w głowach i nie wpadną w zgubną zarozumiałość. Wiedzą, że przed nimi Londyńskie zmagania więc nie odpuszczą. Wygrać LŚ to jedno a utrzymać zwycięstwo w następnych starciach to jest dopiero sukces :-) Trzymamy kciuki :-)

    • ana

      Ja, niestety, nie widziałam wszystkiego, ale mecze Polaków obowiązkowo. Okrutnie miło patrzyło się na postawę Polaków i ich wyniki. Choć z tym poukładaniem to bym nie przesadzała :P mam tylko nadzieję, że potrafią się odizolować od tej całej szopki medialnej i psychika na IO będzie taka, jak trzeba i zamiast gadać teraz, że „coś przywiozą z Londynu”, niech się zamkną, pracują i faktycznie coś przywiozą :)

  • jak się okazuje Polacy nie są we wszystkim okropni. co z tego, że nie wyszło z Euro? wspaniale wyszło w siatkówce i jak to gdzieś przeczytałam przynajmniej w tej dyscyplinie Ci co są z nami w grupie mogą uważać ją za ‚grupę śmierci’ ;))

    • ana

      Bo siatkówka nie jest (jeszcze – i oby nigdy) zepsuta przez kasę i sponsorów, jak piłka nożna, więc są i wyniki. A poza siatką mamy jeszcze przecież Isię, był Małysz, jest Stoch, był Kubica (ciekawe, czy jeszcze wróci na tor?), szczypiorniści ostatnio mają trochę gorszy czas, a też trochę ugrali, siatkarki były przecież 2x mistrzyniami Europy, w lekkoatletyce mamy trochę sukcesów… i tylko ci piłkarze zaniżają statystyki ;)

  • Sol

    Witam koleżankę z MNY… :D
    Zwycięzcom gratuluję!
    Blog dodaję do linków u mnie… :)
    Pozdrawiam
    Sol4me

  • Nie oglądałam tego triumfu, ale sama wiedza o nim jest czymś fantastycznym. Bieda w polskim futbolu ale za to jakie złoto w siatkówce. Oby zawisło na chłopakach w Londynie :-)

  • Już jestem! Wróciłem! Mecze Polaków i ostateczny triumf w Lidze Światowej oglądałem, ale nie będę odgrzewał starych kotletów. Poczekam do IO!