Co wypada mistrzowi Polski

Wszyscy komentują, oceniają, swoje trzy grosze wrzucę więc i ja, skoro siatkówka trochę miejsca w moim życiu zajmuje. A, niestety, to, co zobaczyłam w środę wieczorem, sprawiło, że czuję niesmak. Wielu dostało odpowiedź, dlaczego aktualny jeszcze mistrz Polski ma tylu tzw. hejterów, we wzbudziło to pytanie, gdzie są granice działania pod wpływem emocji.

Mecz finałowy mistrzostw Polski w piłce siatkowej mężczyzn. W rywalizacji do trzech zwycięstw jest 1:0 dla Resovii Rzeszów. W drugim meczu rzeszowianie prowadzą już 2:1 i 14:13 w czwartym secie i… zaczyna się! Zaczyna się coś, co znam z wielu meczów i nie potrafię sobie przypomnieć, by jakikolwiek inny zespół niż Skra Bełchatów reagował aż tak mocno. Już podczas półfinałów w tle wideoweryfikacji spornie zasądzonej dla bełchatowian słyszałam pytanie (chyba retoryczne) kapitana Jastrzębskiego Węgla z wyrzutem kierowane do sędziów, czy tak zachowuje się mistrz Polski. Po drugim meczu finałowym dźwięczy mi ono niemiłosiernie w uszach. Bo czy tak powinni zachowywać się aktualni wciąż mistrzowie Polski? Czy wypada awanturować się, rzucać przekleństwami i obrażać innych przed kamerami, gdy przed telewizorami zasiadają całe rodziny? Rodzice z dziećmi spodziewając się, że zobaczą widowisko sportowe na wysokim poziomie i kulturę wyższą niż na stadionach, a małoletni nie nauczą się przypadkiem złego zachowania i wiązanki wulgaryzmów? Tu już nie chodzi o ten jeden sporny punkt, który przecież nie przeważył szali zwycięstwa. Ja rozumiem, że sędzia mógł się pomylić, źle ocenić sytuację, można mieć żal, reagować emocjonalnie, ale przy takim wyniku, zamiast obrażać się na cały świat, trzeba było – że się wyrażę kolokwialnie – wziąć dupy w troki, zagrać na maksa i wygrać choć seta, jeśli nie mecz i potem podczas konferencji wytknąć błędy sędziom. W ten sposób zwrócić im uwagę na ewentualną pomyłkę, a nie tępą pyskówką i brakiem szacunku. Mylić się jest rzeczą ludzką, kto jest bez winy… a może lepiej nie będę tak apelować, bo jeszcze tym kamieniem oberwę. Faktem jest natomiast, że tę sprawę można było rozwiązać inaczej. Bardziej elegancko, o ile o jakiejkolwiek elegancji w (tym) sporcie mówić można.

Jakby tego było mało, wszystko to oglądał szef CEV (Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej) Andre Meyer, który wizytuje Polskę przed mistrzostwami świata i który miał zorientować się, jak właściwie ten nasz challange działa. No to zobaczył! Ale chyba nie to, co chciał. System challenge miał za zadanie raczej eliminować wszelkie spory, a tymczasem bełchatowianie zaserwowali Meyerowi show, jakiego dawno nie widział. Awanturę, która długo trwała w trakcie meczu, a jeszcze dłużej – po jego zakończeniu.

Co jeszcze – a może przede wszystkim – poraziło mnie w tej sytuacji? Sposób odzywania się do siebie uczestników sporu. Ja rozumiem wielkie emocje, nawet to, że siatkarze mogli się poczuć wielce (?) skrzywdzeni decyzją arbitrów, ale sposób odnoszenia się zawodników do sędziów przeszedł moje najśmielsze wyobrażenia. W tym momencie zdałam sobie bowiem sprawę, jak maluczkie były moje dylematy względem zwracania się per pan podczas pomeczowych rozmów. Bo tak, przez pewien czas byłam akredytowana na mecze siatkówki w jednym z plusligowych miast. I studiowałam dziennikarstwo, stąd waga moich wątpliwości. Uczono mnie bowiem, że nieważne, jak dobrze kogoś znamy czy o ile lat jesteśmy starsi, zawsze powinniśmy zwracać się do rozmówców: pan/pani. A przynajmniej na wizji bądź spisując rozmowę. Dlatego też, kiedy po meczu wytypowałam sobie rozmówcę w moim wieku lub młodszego, zawsze miałam owy dylemat, jak się do niego zwrócić. No bo tak: na uczelni czy ulicy do osób w zbliżonym do mnie wieku lub młodszych nigdy nie zwracałam się „proszę pana/pani…”, raczej zwyczajnie per ty lub neutralnie (to nawet częściej). W hali, wydawało mi się, nawet takiej grupy nie wypadało „tykać”, bo byłam przecież w pracy, a brudzia z nikim nie piłam. Za to zwrócić się do takiego per pan – też trochę dziwne uczucie… W końcu wypracowałam sobie taką neutralną formę, szczęśliwa, że wyszłam z twarzą z takowej opresji. Gdy tymczasem takich dylematów nie miały nastolatki zwracające się per ty do zawodnika średnio dwa razy starszego od nich – niestety, wiele ich jest akredytowanych na mecze siatkówki, a tak niewiele z nich powinno owe akredytacje dostać. Dziwiło mnie to, zastanawiałam się, czy to nie przesada, gdzie jest granica. Ale dzisiejsze zachowanie niespełna 24-letniego zawodnika wobec pewnie ze dwa razy starszego (nie dane mi było posiąść dokładnej wiedzy w tym aspekcie, ale czy to ważne?) sędziego sprawiło, że zadałam sobie pytanie: dlaczego ty, dziewczyno, miałaś jakiekolwiek dylematy, w jakiej formie zwracać się do siatkarzy po meczu? Zobacz, jak oni, niby będąc profesjonalistami, zwracają się do osób starszych i do tego arbitrów, niejako zwierzchników! Ty się formą przejmowałaś – spójrz tu na ton, postawę, nastawienie! Spójrz! Ty się starałaś tak profesjonalnie podchodzić do swojej pracy i adekwatnie do wieku/rangi/powagi rozmówcy…

Sędziowie przeprosili, kapitan Skry na konferencji nieco tonował wydarzenia, ale niesmak i tak pozostał. A czy trzeba było aż takiej awantury? Oto bowiem dzień wcześniej Resovia miała wrażenie, że została skrzywdzona decyzją sędziów, zawodnicy wraz z trenerem zaczęli dyskusje z arbitrem. Od razu sytuację załagodził György Grozer, odciągając i uspakajając kolegów, a nawet samego trenera. I mecz rzeszowianie wygrali. Bo po co się kłócić, gdy się dobrze gra? Skra w czwartej partii środowego spotkania nie odstępowała Resovii na krok. Po co Kurkowi i Plińskiemu te awantury? Po co trener Nawrocki dolewa oliwy do ognia? Dlaczego zamiast szybko odrabiać 2 punkty straty, kłótniami i żółtą kartką powiększać przewagę rywali do trzech (i chyba jedynie anielskiej cierpliwości sędziów bełchatowianie zawdzięczają tylko jedną kartkę)? I dlaczego potem Skra zachowała się jak rozpieszczone dziecko, które rzuciło popsutą zabawkę w kąt, stwierdzając, że skoro nie ma tej, to już nie będzie kończyć zabawy inną? Przegrywać też trzeba umieć, ale czy umie hegemon po siedmiu latach triumfów na lokalnym podwórku? Może już zapomniał, jak to jest?

Cóż, po tym się poznaje klasę zespołu, jak reaguje w kontrowersyjnych sytuacjach… Mam więc nadzieję, że mistrz Polski 2012 będzie drużyną nie tylko lepszą sportowo, ale przede wszystkim z większą klasą w każdym calu. Czyli co, będziemy mieć nowego czempiona? :)