Make your nails better!

Jak to jeden telefon może zmienić ludzkie plany niemal na tydzień… Niemniej to na takie telefony wciąż czekam i w związku z tym… nie mam zamiaru pisać żadnych usprawiedliwień ;) Myślę za to, jakby tu usprawnić swoją raczkującą działalność na blogu, by takie sytuacje mnie nie zaskakiwały. Jako początkująca blogerka nie będę obiecywać gruszek na wierzbie, ale podejmuję ryzyko oświadczenia, że docelowo w tygodniu będą pojawiać się tu co najmniej 3 wpisy. So let’s get it started in here! :)

Swoją przygodę z making better* zaczynam od testowania… właściwości siemienia lnianego. Czyli konkretnie od making my nails better ;) Ostatnio musiałam maksymalnie skrócić moje pięknie uhodowane paznokcie, bo zaczęły się nie tylko rozdwajać na tyle, że podcinanie na nic się zdawało, ale jakby tego było mało, zaczęły się jeszcze szybko łamać. Trochę mnie to dziwiło, bo od kiedy jakiś rok temu polubiłam ciemne lakiery – zwykle królowały czerwienie, fiolety, granaty, a ostatnio dobrana pod barwy klubowe zieleń (no co, na meczu byłam;) – zawsze kładłam pod nie bazę, którą w 99% przypadków była odżywka do paznokci z jedwabiem (Sensique Strong Nails). No cóż, zapewne zabrakło nieco składników z wewnątrz. Organizmu, oczywiście. Bo pierwsze, czemu trzeba się przyjrzeć w takim przypadku (jak podpowiadają wszelakie poradniki), to jadłospisowi – czy nie brak w nim żelaza (jest w drożdżach, wątróbkach, żółtkach jaj, białej fasoli, naci pietruszki – gdyby Was to ciekawiło, tu znajdziecie tabelkę produktów bogatych w żelazo), krzemu (zioła: skrzyp polny, pokrzywa; chleb razowy, płatki owsiane, fasola, groch), magnezu (kakao, gorzka czekolada, ciemne pieczywo, orzechy) albo wapnia (mleko, jogurty, sery, maślanki,  brokuły, łosoś, sardynki, migdały). Będąc jednak na wikcie mamusi, wszystkiego mam pod dostatkiem. Ale może gubi mnie takie trochę wybrzydzanie, bo zwyczajnie wybieram to, co lubię – więc nie zawsze to, co trzeba. I zapewne odbiło się to na moich paznokciach. Znalazłam jednak rozwiązanie, które zaczęłam wprowadzać w życie – na razie trudno mówić o efektach, ale zaczytując się w internecie, stwierdziłam, że naturalna kuracja zaszkodzić mi nie może i może wyjść wyłącznie na dobre.

Do mojej kosmetyczki zawitało... mielone siemię lniane
Do mojej kosmetyczki zawitało… mielone siemię lniane

Siemię lniane podpatrzyłam w zakupach mojej mamy, która zaopatrzyła się w nie właściwie profilaktycznie. Kupiła „wersję” mieloną (400 g za nieco ponad 7 zł), głównie dla jego osłaniającego i łagodzącego działania na przewód pokarmowy. Siemię zawiera również błonnik pokarmowy (zarówno rozpuszczalny, jak i nierozpuszczalny), który nie tylko pobudza ukrwienie i perystaltykę jelit oraz powoduje uczucie sytości (ważne dla odchudzających się: pół godziny przed posiłkiem i efekt – ponoć – murowany), ale może też pomagać w obniżaniu stężenia cholesterolu. I takie tam ;) Ale, co ciekawe, potrafi wpływać na organizm także od zewnątrz – i tu zaczyna się jego rola w making my nails better. Siemię, poza witaminami z grupy B, bogate jest także w witaminy A i E – składnik wielu odżywek do paznokci. Dlatego też znalazło się w mojej kuracji, którą będę powtarzać średnio 3 razy w tygodniu, a którą zaczęłam wczoraj (a miałam tydzień temu – ach, ta moja sytuacja „zawodowa”;). Niestety, wieczorem, więc nie zobaczycie fotek step by step, bo byłyby bardzo kiepskiej jakości. Ale krok po kroku możecie sobie poczytać, jak to przygotowałam kąpiel z łyżki mielonego siemienia lnianego zalanego 3/4 szklanki wrzącej wody. Odstawiłam na kilka minut (powiedzmy, że 10-15) i w jeszcze ciepłym kleiku moczyłam palce około 15 minut. Po jednym razie ciężko stwierdzić, czy to podziała, ale… chyba tak ;) Zauważyłam już minimalną różnicę na skórze – te części palców, które zanurzyłam w lnianej papce, są jakby gładsze. Siemię stosuje się w kosmetyce (np. do produkcji mydeł) przeznaczonej do pielęgnacji skóry suchej, podrażnionej i wrażliwej – i to zapewne wyjaśnia moje wrażenia, bo zmagam się wciąż z pozimowym problemem lekko przesuszonej skóry dłoni. Następnym razem chyba pomoczę paznokcie, a potem „nakremuję” całe dłonie na kolejnych 10 minut :)

Oczywiście, w tym przepisie najlepiej byłoby użyć rozdrobnionych ziaren, które zalewa się wodą i gotuje, aż zrobi się gęsty kleik, bo len mielony pozbawiony jest oleju, a substancje oleiste to jednak plus dla paznokcia. Niemniej ja korzystam z tego, co mam pod ręką – efekty ocenimy za jakiś miesiąc. W ziarna jednak warto się zaopatrzyć, zwłaszcza gdy ktoś regularnie prostuje włosy. Gdy ja wrócę do tego procederu (teraz zdarza mi się baaardzo rzadko), na pewno wypróbuję polecaną gdzieś płukankę-maseczkę do włosów. Dwie łyżki ziaren zalewa się szklanką wody i chwilę gotuje (ok. 10 min, nie do kleiku), odcedza wywar, a następnie wmasowuje się we włosy. Bez spłukiwania działa osłonowo, jak kosmetyki termoochronne. Gdy spłuczemy ją po ok. 30 minutach – voilà, mamy nie tylko nawilżone, odżywione i zregenerowane włosy, ale dodatkowo zmniejsza się tendencja do ich puszenia się pod wpływem wilgoci.

I w ogóle, siemię ma wiele zalet – i dla zdrowia, i dla urody, a mnóstwo porad i przepisów znajdziecie też tu. Naprawdę, warto zainwestować w siemię, bo nie jest drogie, a pomaga na wiele problemów: trawiennych, z cerą, włosami, a nawet w profilaktyce raka. No i chyba najważniejsze dla współczesnych kobiet goniących za idealną sylwetką: wspomaga odchudzanie!

No dobrze, może wystarczy porad na dziś. Do zobaczenia przy następnym wpisie!

* Na fali modnych z angielska brzmiących Make life easier, Make life harder postanowiłam się zainspirować nazwami i zwyczajnie make coś dla siebie better :)

[su_box title=”Zobacz też wpis: ” style=”glass” box_color=”#c91010″ radius=”10″]Akcja: Aktualizacja! – tam znajdziesz wyniki testu making your nails better[/su_box]