A ty, Polaku, kupisz jeszcze Coca-Colę?

Dzisiejsze „Fakty” przypomniały mi pierwszy rok studiów magisterskich i prezentację przygotowywaną na jedne z zajęć. Prezentację, która pokazała mi, jak kiepsko Polak widzi sam siebie, a o ile lepiej widzą go przedstawiciele innych narodowości. Ale zacznijmy od początku.

Hiszpańska Coca-Cola 3 dni temu wywołała polską burzę. Do sieci (i zapewne do hiszpańskich stacji telewizyjnych) trafiła bowiem nowa reklama promująca SMS-owy konkurs, w którym do wygrania są nie tylko bilety na EURO, ale opłacony przelot, zapewne taka mała wycieczka. W trwającym nieco ponad półtorej minuty spocie poznajemy Jacka, Polaka, który od 2006 roku mieszka w Hiszpanii i od tamtego czasu nie wracał do kraju. Widać, że jest człowiekiem pogodnym, schludnym, pracowitym, zasymilowanym ze społecznością, choć tęskniącym za rodziną i ojczyzną. Pewnego dnia trafia do baru, w którym (na moje ucho) perfekcyjnym hiszpańskim serdecznie wita się z obecnymi i zamawia, oczywiście, Coca-Colę.

Sięgając do portfela po pieniądze, Jacek z melancholią spogląda na zdjęcia syna i żony. Tymczasem barman stawia przed nim butelkę z napojem, a Polak podnosząc głowę, zauważa plakat z informacją o konkursie. Szybko śle SMS-a, ale bez powodzenia. Ale oto starszy pan siedzący obok podsuwa mu swoją butelkę, podobnie robi kelnerka i inni, choćby dziewczyna wybiegająca z baru. Jacek uśmiecha się, bo jego szanse na wygraną rosną. Reklamę wieńczy hasło: El fútbol nos da oportunidad de ser mejores – „Piłka nożna daje nam możliwość bycia lepszym” [cytat i tłumaczenie zaczerpnięte z bloga „Życie jak w Madrycie”, na który trafiłam dzięki „Faktom” (to z nich dowiedziałam się o tej wątpliwej aferze) – niestety, hiszpańskiego nie znam, choć jego naukę mam w planach na, co najmniej odległą, przyszłość]. Co zatem jest nie tak w tym, wydawałoby się, przyjemnym obrazku?

Oglądając wspomniany tvn-owski dziennik, czytając przytoczony blog oraz komentarze pod filmikiem na Youtube, jako żywo stanęły mi przed oczami dane opracowywane (jeszcze nie tak dawno temu) na pierwszym roku studiów magisterskich na jeden z wykładów. Temat brzmiał: „Wzajemny wizerunek Polaków i Francuzów”. Co to ma do Hiszpanów i ich coli? Otóż ma: wizerunek Polaka. Fakt, we Francji pokutuje choćby powiedzenie pijany jak Polak, ale po wejściu Polski do UE nasz wizerunek znacznie się zmienił i to zdecydowanie na lepsze (przynajmniej według badań). Za to Polacy sami siebie oceniali dużo gorzej niż Francuzi nas. Zresztą, zobaczcie sami na (kiepskim) screenie slajdów z tej prezentacji.

Wzajemny wizerunek Polaków i Francuzów

Podobne wrażenia mam po obejrzeniu reklamy Coca-Coli i porównaniu jej z moim małym researchem w sieci. Media mediami, ale największe oburzenie, odnoszę wrażenie, spot wywołał nie tu, w Polce, ale wśród Polaków w Hiszpanii. OK, obraz jest nieco zniekształcony, bo mimo iż różne są dzieje ludzi na emigracji, to Hiszpania nie leży na drugim końcu świata, a tęskniący za rodziną Jacek raczej bez problemu nawet kilkakrotnie odwiedziłby Polskę. Ot, taki przykład z ostatnich dni: znajoma leci do Barcelony na pierwszy tydzień kwietnia, ma lot za… 88 złotych! Dla chcącego nic trudnego. I dobrze szukając, nic drogiego. No, dobrze, Polak wykonuje też ciężką, fizyczną pracę na budowie, ale jest ukazany jako solidny i pracowity profesjonalista. Lepszy byłby pijany i kradnący auto?

Moim zdaniem (i chyba nie tylko), reklama pokazuje raczej nie sylwetkę typowego Polaka na obczyźnie, a konkretną sytuację. Każdego emigranta, nawet Hiszpanie emigrują za chlebem. Dla mnie był to obraz sympatycznego i pracowitego człowieka, który chciałby nie tylko wrócić do kraju, ale przy okazji móc zafundować synowi coś, na co może i nie byłoby go stać. Albo nie miałby szczęścia w losowaniu biletów, ot co. Jaki syn nie ucieszyłby się z powrotu ojca, który ma dla niego taką niespodziankę: bilet na EURO? Wielkie widowisko sportowe, do tego tuż za rogiem.

Lektura wpisu na blogu „Hiszpanarium”, którego autorka Poza Zas przytacza wypowiedzi rodowitych mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego, sprawia, że widzę w tej reklamie coś jeszcze: sytuację bliską pewnie wielu Hiszpanom, którzy w dobie kryzysu również nie mogą sobie pozwolić na zakup biletu do Polski na EURO. Właśnie na EURO, bo – nie ukrywajmy – ani bilet na samolot w tym czasie, ani bilet na stadion nie należy do najtańszych. Na potwierdzenie pozwolę sobie zacytować dwie wypowiedzi (i w ogóle zachęcam do lektury całego wpisu):

Vicent: Miła w odbiorze reklama. Przecież nie tylko Polacy migrują. Sami Hiszpanie wyjeżdżają za pracą za granicę, bo wiadomo jak jest teraz w kryzysie, więc nie ma się czym oburzać.

Jose Luis: Dobra reklama, podoba mi się. Cóż, wielu Hiszpanów nie stać na bilet do Polski na Euro i sami wyjeżdżają do pracy do Niemiec.

Przede wszystkim jednak przekonuje mnie wspomniane już zakończenie. To ono jest głównym przesłaniem reklamy. Nie biedny Polak. Piłka nożna daje nam możliwość bycia lepszym. Wskazuje, że nieważne: Hiszpan, Polak, Rosjanin, Niemiec, Francuz, ktokolwiek – wszyscy możemy sobie pomóc nawzajem. Możemy się szanować, być dla siebie mili, możemy sobie pomagać. Jakie to złe i nieludzkie przesłanie!

Cóż, żyjemy w Polsce, a Polakom zwyczajnie brakuje dystansu do siebie samych. Nie jesteśmy krajem ludzi bogatych, z pracą nie jest najlepiej, ale czy musimy krzyczeć o tym wszem i wobec? Czy praca – choćby i za granicą – hańbi? Czy to źle, że Polak w spocie pije colę, a nie wódkę? Że szanują go obcokrajowcy albo że sprawnie włada językami? Albo – jak podkreśla wielu komentujących spot – że nie kradnie? Chciałabym dożyć takich czasów, kiedy Polacy w takich reklamach doszukają się czegoś więcej, a nie zawzięcie i za wszelką cenę będą wytykać obcokrajowcom dawno już zapomniane przez nich stereotypy. Stereotypy, których – nawet jeśli jakaś scena się o nie ociera – przeciętny hiszpański widz nie zauważy. Takim zachowaniem i komentarzami tylko wmawiamy obcokrajowcom, jak nas powinni odbierać. Ale czy aby na pewno tak, jak oprotestowujący tę reklamę?