W Sopocie want us for Christmas! – sportowa lista świątecznych przebojów

Nie planowałam tak długiej przerwy w blogowaniu, jednak poza światem wirtualnym istnieje też ten realny. A nie po to stworzyłam niniejszy blog, żeby pisać… byle pisać. Byle jak i byle co. W końcu jednak znalazłam chwilę, by spokojnie zrealizować któryś z tematów błądzących po moich myślach. Udzieliła mi się atmosfera świąt i, stety bądź niestety, znów będzie o sporcie. I furorze, jaką robi wszechobecna produkcja sopockiego Trefla.

Muszę przyznać, że pomysł zrobił na mnie spore wrażenie. Bo mam wrażenie, że do tej pory polskie kluby sportowe niespecjalnie wysilały się w kwestii życzeń świątecznych dla kibiców, a to przecież oni są solą ich istnienia. Co roku te same formułki, może odświeżone o parę słów – ot, takie świąteczne bla, bla, bla. Każdy inny gest w kierunku fanów jest niewątpliwie świetnym posunięciem. Głównie marketingowym, ale na pewno sympatycznym. I myślę, że odniesie spodziewany skutek i 30 grudnia hala wypełni się bardziej niż zazwyczaj. Po takim zaproszeniu, gdybym mieszkała w Trójmieście, sama z chęcią wybrałabym się na mecz, choć na koszykówce specjalnie się nie znam i… niespecjalni ją lubię dzięki szkolnemu w-f-owi :) Muszę jednak przyznać, że inicjatywa sopockiego Trefla bardzo mi się spodobała i… rozbawiła. Nie rozśmieszyła, a właśnie pozytywnie rozbawiła. Czym? Niezwykłym zaangażowaniem w śpiew widocznym na kolejno ukazujących się twarzach. Ujmującym rozjeżdżaniem się podkładu muzycznego z ruchem warg śpiewających koszykarzy. Rozbrajającym układem choreograficznym – o ile tak to można nazwać, ale nie wymagajmy cudów: wszak najlepsi tancerze wzrostem nie grzeszą ;) A przede wszystkim momentem, w którym niemal miałam wrażenie, że oglądam reklamę Old Spice’a Bahamas. Pomyślałam: oby więcej takich życzeń!

Nie zdążyły minąć dwa pełne dni, a na fejsbukowej tablicy dostrzegłam wideo reklamowane przez jeden z kieleckich portali sportowych. Mówisz – masz!

Ta produkcja jest znacznie skromniejsza, ale moim zdaniem wymagająca od sportowców znacznie więcej zaangażowania niż sam sopocki ruch wargami i kończynami. Może nie tyle zaangażowania, co odwagi – tu bowiem trzeba było wydać z siebie dźwięk. Który nie był najgorszy, a moim zdaniem zdecydowanie przebija wokal Highway to hell w wykonaniu męskiej siatkarskiej reprezentacji Włoch.  Ale nie porównujmy profesjonalnie przygotowanej piosenki do spontanicznej rozrywki. Nie takiej nowej dla Włochów – tu nasuwa mi się myśl, że jeśli kielecka ekipa nie mogła nauczyć się tekstu na pamięć, to mogła wziąć przykład z włoskich kolegów, tym razem z Piacenzy. Acz studio nagraniowe ma nieco inną specyfikę niż karaoke od kuchni (i to dosłownie!):

Wystarczyły mi powyższe trzy filmy, by zacząć zastanawiać się, kto jeszcze wpadł na podobny pomysł – nieważne, amatorski czy profesjonalny. W kategorii tych drugich, bo nie tylko nagranych, ale i zmontowanych, brylują amerykańscy koszykarze (np. The Denver Nuggets – Winter WonderlandHouston Rockets Xmas songMarquette Men’s Basketball Christmas Carol) – przynajmniej na to wskazuje mój mały research. W tyle nie zostają jednak hokeiści. Godna polecenia jest choćby piosenka Britney Spears w tegorocznym wykonaniu drużyny Tulsa Oilers:

Przypomina Wam to coś? Nieee? Zatem mam jeszcze jedną propozycję. Sprzed roku. I niech nikogo nie zmyli początek a’la enejowe „Radio Hello” ;)

Ewidentnie koledzy po fachu i polscy śpiewający koszykarze zaczerpnęli wzorca „from the all singing, all dancing, Belfast Giants”. Co nie znaczy, że zrobili źle – zwycięskiego składu się przecież nie zmienia, po co więc zmieniać sprawdzone lip dubowe koncepcje?

Moja ocena polskich prób świątecznych? Mimo wszystko mocne 4. Więcej własnej, mniej belfaskiej kreatywności i będzie  naprawdę fajnie. Nie ekstra, nie wspaniale, ale przyjemnie. Niemniej ważne, że takie oczka puszczane do kibiców zaczynają być coraz częstsze. Chłyty martetindowe, ale niezłe. Na pewno wolę to niż Adama Małysza w reklamie herbaty.