Do siego roku (z siatkarskim podsumowaniem 2011)

Poświąteczno-sylwestrowy leń sprawia, że podsumowanie roku w moim wykonaniu będzie mizerne. To znaczy odeślę Was, drodzy Czytelnicy tego bloga, do tekstu – już nieco zwietrzałego – w portalu, z którym współpracuję. Niestety, jak na razie w jednostajnej siatkarskiej tematyce. Dlaczego odsyłam akurat do tego tekstu? W zbliżającym się roku mistrzostw Europy szczypiornistów czy piłkarskiego EURO na polsko-ukraińskich boiskach, ale przede wszystkim w roku olimpijskim chciałabym życzyć i sobie, jako kibicce, i innym kibicom wszystkich dyscyplin, i wszystkim innym zaglądającym tu od czasu do czasu, abyśmy mogli cieszyć się w Nowym 2012 Roku z wielu polskich medali, w tym tych najcenniejszych – złotych przywiezionych z Londynu. Aby ze sportowych sukcesów przykład wzięli choćby politycy i jak najmniej ogrzewali się w blasku sportowców, ich sukcesów i medali na śniadankach czy obiadach i zamiast kłócić o krzyż w sali sejmowej zajęli się sprawami bardziej przyziemnymi. Ot, takim rosnącym bezrobociem (stopa bezrobocia rejestrowanego w październiku wyniosła 11,8%, w grudniu wzrosła może nieznacznie, bo do 12,1%, ale ubyło przy tym niemal 7 tys. ofert, czyli miejsc, pracy), zwłaszcza młodych ludzi, zwłaszcza tuż po studiach. Albo służbą zdrowia i kolejnymi „wspaniałymi” pomysłami „reform” kolejnych ministrów zdrowia (choć ten aktualny płaci chyba rachunki poprzedniczki niż realizuje swoje wspaniałe wizje). W końcu mogliby sięgnąć do kieszeni swoich, a nie najbiedniejszych, którzy za bilet płacić muszą, a premier lata sobie w tę i we w tę z przyszłym ewentualnym zięciem rządowym samolotem za pieniądze podatników… 

Słowem, życzę wszystkich samych pozytywnych emocji w każdej dziedzinie – co najmniej tak radosnych jak w 2011 roku w siatkówce (pomijając parę epizodycznych kłótni, a nawet bijatykę – jak choćby te wspomniane w artykule: Gorąca siatkarzy krew, czyli nie tacy oni grzeczni, jak ich malują).

Do siego roku!

A poniżej, dla relaksu, fragment obiecanego wyżej owego zwietrzałego tekstu – po całość zapraszam w ślad za linkiemBóg trójcę lubi :)

Łacińska sentencja głosi, że omne trinum perfectum est – każda trójka jest doskonała. Oczywiście, że w sporcie od „każdej” trójki lepsza byłaby złota, ale czy rok temu ktokolwiek spodziewał się, że po 365 dniach męska reprezentacja medalowym bilansem potwierdzi tę znaną z różnych dziedzin życia symbolikę liczby trzy?

Trzy duże imprezy i trzy medale – rok 2011 zbliża się ku końcowi, ale miejmy nadzieję, że ta krążkowa passa siatkarzy nie zakończy się razem z nim. (…)

Szanse na pierwszy medal LŚ widzieli głównie niepoprawni optymiści. (…) Finisz jednak, mimo przejściowych trudności różnej maści i wciąż nie najlepszej formy, zadowolił chyba każdego: Polacy szturmem wdarli się na trzeci stopień podium, a Krzysztof Ignaczak i Bartosz Kurek okrasili go nagrodami indywidualnymi. (…)

W ostatnich latach – głównie dla mediów – memoriał stał się niejako wyrocznią: jeśli Polacy spisali się dobrze, równie dobrze wypadali na głównej imprezie sezonu. Patrz rok 2009… (…)

– Dla reprezentacji, która przyjechała na ME bez kilku weteranów, którzy zignorowali turniej, brąz to wielkie osiągnięcie. Dla nas to tylko bezużyteczny kawałek taniego metalu – komentował „Kommiersant”. Jednak ani reprezentanci Polski, ani tym bardziej ich kibice nie przejmowali się takimi opiniami. (…), a internet zapełniał się chociażby takimi produkcjami:

(…) Styl rozstrzygnięcia finalnej konfrontacji pozostawia nieco do życzenia, ale (…) drugie miejsce było (…) w pełni zasłużone, choć niedosyt pozostał, bo komplet zwycięstw był na wyciągnięcie ręki, a szansa pokonania Canarinhos, która to sztuka nie udaje się biało-czerwonym od ponad dziesięciu lat, blisko jak nigdy. (…)

Zbliżając się ku końcowi tego iście siatkarskiego roku, rodzi się jedno małe wielkie życzenie: chciałabym – i zapewne nie tylko ja – aby owe trzy medale kadry Anastasiego okazały się realnym początkiem swoistego krążkowego neverending story. Takiego z happy endem w postaci powtórzenia sukcesu z 1976 roku. Podobno wiara czyni cuda, a ten szczególny czas napawa nas dodatkową nadzieją na jej siłę sprawczą. Nie wszystko zależy tu od mojej czy Twojej, Czytelniku, wiary, ale kto jej nam dziś zabroni?

PS: W późniejszych godzinach, konkretnie o 10:30, oraz 1 stycznia o 15:00, pojawi się siatkarska szopka noworoczna, którą z serca polecam!